Bóg mi powiedział

Bóg mi powiedział

W swoim życiu wiele razy prowadziłem rekolekcje dla metodą Ćwiczeń Duchowych ojca Ignacego. Podczas nich ludzie w różnym wieku zmaga się ze Słowem Boga na medytacji, w ciszy i rozmowach z kierownikiem duchowym. Wspominam o nich, bo każdego dnia podczas rozmów część z nich używa podobnego zwrotu, którego zapewne użyła Maryja po Zwiastowaniu, kiedy rozmawiała z Józefem czy Elżbietą: „tak mi powiedział Bóg”.


 

Opowiadanie drugiemu człowiekowi o swoim życiu duchowym jest sprawą wysoce ryzykowną, opowiadanie o czymś tak osobistym, jak słowa Boga skierowane bezpośrednio do mnie – jeszcze bardziej. A jednak ludzie decydują się na to, by dopuścić do siebie głos Boga, decydują się na to, by pod wpływem tego głosu podejmować decyzje i działać.


 

Bóg mówi do nas każdego dnia, używa wszelkiego rodzaju kanałów do komunikacji ze swoim stworzeniem i nie ma rzeczy, osoby, sytuacji, których nie mógłby wykorzystać. Nawet naszą słabość i grzech. Wszak jest Bogiem i Stwórcą wszystkiego. To do nas należy odwaga i umiejętność zawierzenia Jemu, ale i sobie, że On mówi do mnie. „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”.


 

Podkreślam to zawierzenie sobie. To nie ma nic wspólnego z pychą. Potrzeba jakiegoś podstawowego zaufania sobie, swojemu sercu do tego, by Boga usłyszeć, by nie zabić w sobie tego głosu, by nie skwitować go lakonicznym: „wydawało mi się”. Ono jest też potrzebne do momentu,w którym trzeba się zmierzyć ze złym, który chce za wszelką cenę człowieka zgnoić, doprowadzić do takiego stanu, w którym człowiek nie wierzy w siebie. Wtedy łatwiej jest mu także wmówić to, że i Bóg już nie wierzy w niego.


 

Dochodzę do wniosku, że choć jesteśmy w Kościele, godzimy się na określone ramy, to jednak to, co jest jądrem tego wszystkiego, to Bóg, który wypowiada swoje słowo do każdego i każdej z nas osobiście. Owszem, poddajemy to weryfikacji wspólnoty (co jest szalenie ważne i konieczne), np. w kierownictwie duchowym lub podczas sakramentu pojednania, ale najpierw musimy podjąć ryzyko słuchania i powiedzenia sobie przede wszystkim: „tak, to Bóg do mnie mówi”.

 

źródło: blog ojca Grzegorza Kramera