„czap­kę na­ci­snął na uszy I wy­szedł w pole…”

(źródło foto: x.Grzegorz)

Mróz

Ba­ra­nią czap­kę na­ci­snął na uszy
I wy­szedł w pole. Milcz­kiem przy­wi­ta­ły
Upior­ne świer­ki Mróz siar­czy­sty, bia­ły;
Pod jego sto­pą su­chy śnieg się kru­szy.

Lutowych nocy Pan za­cie­ra dło­nie,
Iż stłu­mił ży­cie po dro­gach; nie zło­wi
Żad­ne­go gło­su. Tyl­ko po­to­ko­wi
Szu­my się z pier­si wy­ry­wa­ją. Po nie

Zgnie­wa­ny idzie Mróz. Chce ściąć od­de­chem
Moc, któ­ra pły­nie, kaj­da­nom da­le­ka.
Zgiął się na brze­gu, po­wiał lo­dem. W le­sie

Za­mar­ły drze­wa. Lecz szu­mią­ca echem
Wiecz­no­ści, w taj­niach gór zro­dzo­na rze­ka
Hymn swój, wciąż żywy, w dal mie­sięcz­ną nie­sie.

 

Jan Kasprowicz