Dzierżawa.

Wiele dostaliśmy

Kiedy słucham Ewangelii, choćby takiego fragmentu, jak ten dzisiejszy, wszystko wydaje się proste i oczywiste. Mam się nie bać, ufać Bogu, i oczekiwać na Pana, bo przyjdzie. Mam w dzierżawie winnicę, pod tytułem moje życie, o którą mam się troszczyć. 

A przecież jeśli przeanalizuję moje życie, ba wystarczy wziąć ostatni tydzień, to okazuje, że i strach często bierze górę, i wcale mi nie śpieszno na spotkanie z przychodzącym Panem, a o zaufaniu Jemu, już nie wspomnę.

Ciągle to szwankuje, coś, co wydaj się takie proste. Może dlatego, że za bardzo przyzwyczajamy się do wykreowanej przez nas rzeczywistości, do poczucia stabilizacji za wszelką cenę.(…)

Możemy przyjąć dwie postawy. Być człowiekiem, który ma, je i używa, dzięki temu obrasta w tłuszcz. Tłuszcz schematów, lenistwa, zawsze posiadania racji, nie pozwalania sobie na to, by, ktoś, coś, go zaskoczyło. Albo druga postawa, postawa świeżości. Wiem, że żyję, że zdarza mi się taka, a nie inna sceneria mojego życia i pozwalam sobie na nieustanne odkrywanie nowości. W sobie, w innych, w końcu w Bogu.

Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Wiem, że większość z nas powie, że to, co ma, kim jest, osiągnęła dzięki swojej ciężkiej, nawet uczciwej pracy. I to prawda, jednak i prawdę jest, że kiedy uczciwie przeanalizujemy swoje osiągnięcia, posiadanie, to okazuje się, że wiele w tym jest właśnie owego dano. Jesteśmy ciągle od innych zależni. Wszystko, w ostatecznym rachunku jest nam jakoś dane, zadane. Jesteśmy właśnie owymi dzierżawcami. Nie możemy zapomnieć, że wszystko, co mamy, kim jesteśmy, jest na jakiś czas. I bynajmniej nie po to by żyć w poczuciu strachu, czy winy. Nie, po to by właściwie to swoje życie układać. W naszej codzienności. Nie jest właścicielem dziecka, żony, męża, współbrata, parafii, mojego pracownika.  To niby oczywiste, a jednak nie zawsze takim jest.

Nasze życie ma być drogą na wzór Abrahama, o którym list do Hebrajczyków mówi, że wyszedł nie wiedząc dokąd idzie. Iść z Bogiem, bez zabezpieczeń, wyzbywając się ciągle, nieustannie na nowo, owego złudnego, de facto, poczucia, że wszystko muszę mieć zaplanowane i pod kontrolą. Tu idzie o owy dystans z zeszłej niedzieli, ale oparty na przekonaniu, że w moim życiu naprawdę Bóg jest obecny, nie jako idea, ale rzeczywiście jako Pan tego życia.

źródło komentarza liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera

https://