I właśnie do takiej ekipy przychodzi.

Dar

Kogo mamy w Wieczerniku? Zdrajców, tchórzy, zalęknionych ludzi, którzy tyle się nasłuchali Jezusa, nawet cuda robili w Jego imię. Śmiem twierdzić, że gdyby nie Miriam, to nie mieliby nawet siły i odwagi by zbierać się w Wieczerniku na modlitwie. 

I właśnie do takiej ekipy przychodzi Duch Święty. Przychodzi Bóg. 

Ilu z nas w tym kościele jest mocnych, wierzących, takich, którzy mogą stanąć przed Bogiem i powiedzieć: nie zdradziłem Cię, zawsze wierzyłem? Jeśli tacy tu są, to nie potrzebują tego, co tu robimy. Mogą wyjść i pójść do domu. Nie potrzebują Ducha Świętego.

W Wieczerniku dzieje się rewolucja. Duch Święty pokazuje Apostołom jaki jest Bóg. Doświadczają dzikości Boga. Doświadczają tego, że Bóg, to nie jest określona wiedza i zachowanie. Doświadczają tego, że spotkanie z Bogiem Żywym pali od środka, że jest ogień, doświadczają, że spotkanie z Bogiem tak bardzo rozpala, że trzeba wyjść na zewnątrz. Trzeba zrobić szum, dobre zamieszanie i wszystkim ogłosić prostą sprawę, że JEZUS ŻYJE.

Przyjście i przyjęcie Ducha Świętego sprawia, że Boga musimy zabrać do wszystkiego, co jest naszym życiem, że jest obecny we wszystkim, łącznie z wszystkimi czarnymi dziurami, upadkami i grzechami. Jest z nami zawsze i wszędzie. Jego obecność, to nie jest głaskanie nas, to nie jest środek znieczulający, ale nieustanny żar, który nie daje nam spokoju, który sprawia, że czasem chce się wyć, chce się krzyczeć, żeby sobie już poszedł.

Po to, do nas przychodzi jako Duch, byśmy nie chcieli ani przez moment zamknąć Boga, w jednym wyuczonym sposobie przyjmowania Go. Byśmy serca mieli niespokojne, by ten niepokój popychał nas, do nieustannego szukania i odświeżania Jego Obrazu, Jego doświadczania.

(…)

Bóg chce dziś, dać nam nowe serce z ciała, a zabrać ciężkie, kamienne serce. Ten dzień pokazuje nam, że nasz Bóg jest tym, który się nam daje. Najpierw w stworzeniu człowieka, później w Wcieleniu i w końcu w Zesłaniu Ducha. Przychodzi do nas ten sam Bóg, na różne sposoby.

Podejmijmy dziś decyzję, by otworzyć się na tego, który jest Bogiem wiary żywej, która daje życie, daje zapał, daje to wszystko, co sprawia, że pomimo zdrad i słabości możemy znów stać się kimś, kto wierzy i pamięta o tym, że jesteśmy dziećmi Ojca.

Bez tej decyzji będziemy cymbałami brzmiącymi, które wydają dźwięki, ale kompletnie nie żyją nimi na co dzień. Bez decyzji o otwarciu się na Ducha będziemy tylko religijnymi ludźmi, wierzącymi w swoje rytuały.

 

źródło: blog ojca Grzegorza Kramera

https://