Inaczej.

Inaczej

Czas się wypełnił po uwięzieniu Jana Chrzciciela. Wszystko mogło być inaczej. Jan – największy z proroków – mógł przecież zostać jednym z apostołów. Jezus mógłby korzystać z jego mądrości i doświadczenia. Przecież go cenił. Zastanawiam się, co czuł i myślał Jezus, kiedy dowiedział się o tym wydarzeniu i na ile ono miało wpływ na to, że właśnie w tym momencie rozpoczął swoją działalność?

Od tragedii (osobistej, ale nie tylko) rozpoczęło się głoszenie Ewangelii. Tragedia przyjaciela jest u początku działalności Jezusa. Co ciekawe, Jezus nie idzie uwolnić Jana, wręcz jakby o nim zapomniał. Nie rozpacza, nie zatrzymuje się nad tym wydarzeniem. Nie krzyczy o więzieniu proroków, nie wygraża całemu złemu światu, że jest zły, bo czyni gwałt na niewinnym człowieku. Jezus nie idzie głosić idealnego królestwa ziemskiego. On ogłasza początek Królestwa Bożego. Jedyny warunek współuczestniczenia w Królestwie to nawrócenie – metanoia, przemiana myślenia.

Królestwo Boże nie jest królestwem budowanym na modłę tego świata, tylko z innym szyldem. Królestwo Boże nigdy nie będzie skopiowaniem porządku światowego z dodatkiem – chrześcijańskie. To kompletnie nie ta logika.

Przyzwyczailiśmy się do chrześcijańskich: psychologów, filozofów, lekarzy, aptek, szpitali, nawet miast. Ciągle próbujemy stworzyć chrześcijańskie państwa, mówiąc, że muzułmanom się to udało, że też mamy do tego prawo. Jezus nigdy tego nie chciał, Jego Królestwo nie jest z tego świata.

W tym świecie ulubionymi zwrotami są: konwenanse, tak wypada, sposoby działania, wyznaczanie celów i strategii, sprawiedliwość.

Królestwo Boże jest dla gwałtowników, dla ludzi, którzy nie boją się myśleć inaczej. W Królestwie Bożym słucha się Ducha, który „wieje kędy chce”. Ten sposób działania Ducha i chrześcijan nie jest tylko pobożną metaforą, to jest sposób na życie. Nie można głosić chrześcijaństwa teoretycznie, sprowadzanie go do teorii jest największym oszustwem wszechczasów. Mówienie, że chrześcijaństwo musi modyfikować założenia wtedy, kiedy zaczynają się prześladowania, jest największym grzechem. I wcale nie chodzi o innych, wcale nie chodzi o niewierzących, którzy chcą swój świat zbudować według swoich założeń. Chodzi o nas – obywateli Królestwa Bożego. To do nas Jezus mówi o konieczności wybaczania, nie do nich. Wiem, że dochodzi do momentów, w których nasz oprawca śmieje się nam w twarz, ale właśnie to są momenty spod krzyża. On wybaczał, On nie stawiał warunków uznania winy, pokajania się. Bo czyż i poganie tak nie czynią?

Jego przyjaciel zginął niesprawiedliwie, zamordowany pod wpływem kaprysu kobiety i lęku mężczyzny. Jezus nigdy nie roztrząsnął tej sprawy, nie dochodził sprawiedliwości. On wierzył swojemu Ojcu, który jest Sprawiedliwością.

 

źródło komentarza liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera