JA JESTEM.

Nie sądzi

Dziś trochę „obok”.

Tak, kiedyś „mój” Bóg był kimś, kto mnie straszył – wierzyłem mocno w proste stwierdzenie, że Bóg to taki ktoś, kto, kiedy będę grzeczny, da mi niebo,

a jak będę niegrzeczny, to pośle mnie za karę do piekła. Dużo w tym było z tego, co przeżywałem na co dzień w rodzinie i szkole.

Dziś, kiedy jestem dorosły, troszkę przeżyłem, nie wierzę w Boga, który sądzi w sensie: nagrody i kary. To byłby Bóg stworzony przez tych, którzy chcą mieć ludzi w ryzach. Od lat wierzę w Boga dobrego, takiego, który – kiedy chce mnie przekonać do Siebie i Swojej Miłości – nigdy mnie nie straszy sądem. Tak, wierzę w to, że jest piekło i diabeł. I nie są to dla mnie bajkowe rzeczywistości. Wierzę Bogu, że przed tymi rzeczywistościami, które są konsekwencją wolności stworzenia, mnie chroni. Nie Bóg stworzył zło. A już tym bardziej nie po to, by nas – ludzi straszyć i kusić. A więc wierzę w Boga, który tak bardzo zakochał się w człowieku, że kiedy ten człowiek w swojej głupocie postanowił niszczyć siebie samego, nie Boga, którego nie da się zniszczyć, zranić, czy obrazić – dał Swojego Syna, by nam wszystkim pokazać, jak bardzo jest po naszej stronie.

Nie, nie uciekłem od sądu. Sąd jest, ale tak jak to mówi Jezus – w naszych wyborach. Nasze głupie wybory są dla nas sądem. Ponosimy ich konsekwencje w naszym życiu. Bóg, jak Go znam, zrobi wszystko by nas wyratować, bo Jego Imię jest: Wybawiciel. Zrobi wszystko, bo dał swojego Syna, a Jego Syn to On sam. Więc nie może się zaprzeć samego siebie.

Nie bój się Boga dobrego. Boga, który w każdej chwili staje przy tobie i mówi: pozwól, że ochronię cię przed twoimi głupimi wyborami; pozwól, że pokażę ci takie życie, w którym nie musisz się bać, bo cokolwiek się dzieje: JA JESTEM. Konsekwencją pójścia za takim Bogiem jest to, że On nie może być w naszych ustach kimś, kto staje się argumentem przeciw drugiemu człowiekowi. Kiedy staje przede mną pogubiony, muszę czasem ostro przypomnieć o Bogu, ale nie Bogu, który karze (kiedy mi to jest wygodne), ale Bogu, który dał Swojego Syna za każdego człowieka.

Nie bój się takiego Boga pokazywać innym. Owszem, będziesz w tym często samotny, bo dziś modny jest Bóg, który staje z nami na pierwszej linii ze sztandarami, które mają ponoć Jego samego obronić. Jedyną przestrzenią, gdzie muszę Go obronić, jest moje życie – moje serce, aby nie zwątpić w Jego miłość. Nie, życie nie jest wartością absolutną, jest nią miłość. 

źródło komentarza liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera.