Nasz też zamknięty…

https://scontent.fktw1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/90239445_3562827313792215_3481279471120547840_n.jpg?_nc_cat=109&_nc_sid=110474&_nc_ohc=fORuUGt-A-gAX9Ho_BB&_nc_ht=scontent.fktw1-1.fna&oh=4b4b7e3005d3916ed8f4b6d2e400ceec&oe=5EA211A2

Dopadł mnie wirus… Prawie…

To się stało dziś rano. Około 7.00 otworzyłem bramy naszego sanktuarium (DIVINE MERCY SHRINE) w Melbourne-Keysborough. Wszedłem do kościoła a drzwi za sobą musiałem zakluczyć (no closed but locked). Dziwne uczucie po raz pierwszy przeżywane przeze mnie w ciągu tych już 15 lat kapłaństwa. Jestem w kościele, świątyni do której (zgodnie z rozporządzeniem) nikogo nie wolno mi wpuścić. Mam, chcę odmówić brewiarz, ale coś mi mówi: odpraw Drogę Krzyżową! To czynię w zupełnej ciszy kościoła i samotności. Zza okna dochodzą dźwięki już obudzonego świata. Słyszę samochody i śpiew ptaków. Po jakimś czasie do kościoła przychodzi drugi ksiądz. Także zamyka za sobą drzwi. Jesteśmy sami. Wtem słyszę dźwięk szarpanej klamki. Ktoś chce wejść a ja nie mogę otworzyć… Serce mi płacze. I mówię w duchu tamtej jakiejś osobie, (mimo, że mnie nie słyszy… ) „wybacz. Chcę Ci otworzyć i to bardzo, ale nie mogę. Taki mamy nakaz od wczoraj. Wewnętrznie też tego nie rozumiem, bo jednocześnie działają markety i inne duże sklepy…. Ale musimy być posłuszni. Tak trzeba. Bez buntu. To dla dobra. Policja nas też sprawdza. To dla bezpieczeństwa. To minie. Musimy to zaakceptować. Przepraszam… przepraszam…przepraszam….”. Znów cisza. Tylko ptaki śpiewają jak zawsze radośnie. Te nie mają zakazów, nakazów… są wolne! Niczego się boją. Po jakimś czasie słyszę inny i piękniejszy śpiew zza drzwi kościoła. On „wędruje” wzdłuż świątyni na zewnątrz… Przyszła nasza parafianka, filipinka (zawsze jest około 8:00 i modli się do 9:00). Poznaje ją… to ona. To ona tak śpiewa! Tak się modli! Jak zawsze uśmiechnięta… nie mogła wejść do jej ukochanego kościoła. Modli się na zewnątrz. Śpiewa. Zawstydza mnie. Jak bardzo jest mi źle i przykro, że nie mogę jej otworzyć…

Chcę uciec. „Tylko żeby mnie nie zobaczyła” mówię sam do siebie. Nie mam zamiaru siebie i kogokolwiek tłumaczyć. Wtedy dopadł mnie wirus smutku i chwilowego zwątpienia… A może raczej (na pewno!) to pokusa? Słyszę: „ po co jesteś Mariuszu księdzem? No po co? Ręce masz związane… Tyle tysięcy kilometrów (dokładnie będzie 14 tys. km od Polski) pokonałeś żeby teraz nie móc służyć? Po co jesteś księdzem? No po co?” Łzy napłynęły do oczu… „no tak. Ten głos ma rację” – myślę. Po co? Tak, kapłaństwo to nie tylko sakramenty, ale jednak to fundament… Wyszedłem z kościoła. Trafiam na parafianina, polaka, który pyta „ kościół zamknięty? Kiedy otworzycie?” Odpowiadam szybko „niestety póki co w ogóle nie otworzymy. Zamknięte do odwołania…”. Po czym uciekam, żeby ów mężczyzna nie zobaczył czerwonych od łez oczu… „żeby choć adoracja i spowiedź dla wiernych mogła być jak w ostatnich dniach” tak rozmyślam. Ech… trudne to, ale sam nauczałem, że pokora i posłuszeństwo to podstawa, by coś osiągnąć w życiu na drodze do Boga. Tego uczył o. Pio, o. Dolindo i jedyna święta z Australii siostra Mary McKillop. Trzeba to przyjąć. Nawet jeśli się nie rozumie. A w kościele jest On. Zawsze jest! Dlatego ja i my księża nigdy nie jesteśmy sami.

Zamknięto kościół…
Świątynia jak sklep zamknięta do odwołania… Serce boli i płacze, ale miejcie (miejmy) nadzieję! WSZYSTKO JEST PO COŚ! Nie wolno zwątpić! Kościół przetrwa, bo to nie tylko budynek a wspólnota serc ludzi wierzących pod dowództwem Jezusa ŻYJĄCEGO i ZMARTWYCHWSTAŁEGO! Kościół zamknięty. Może to po to, żeby zatęsknić? Żeby docenić? Nie wiem… Myśleliśmy, że to się nigdy stać nie może… Stało się … Myślimy, że zawsze będziemy mieli kapłanów, że niemożliwe, aby ich zabrakło… Nic nie jest już takie oczywiście. Trzeba cenić co się ma i dbać o to! Pewne natomiast jest to, że mimo zakazów i nakazów KOŚCIÓŁ przetrwa, bo „ bramy piekielne go nie przemogą!”. (Mt 16,18)

Wirus smutku i zwątpienia mnie dopadł, prawie… Na szczęście większa od niego jest Wiara i Miłość . One nigdy nie przeminą…. z nich „największa jest MIŁOŚĆ”. Oto najlepsze lekarstwo na całe zło, smutki i duchowe wirusy!

Niech MIŁOŚĆ (Jezus) zwycięży!

źródło: Ks Mariusz Sokołowski