Rozeznawanie.

On jest nauczycielem

To, co powiedział Jezus dzisiaj do nas w liturgii słowa, to dobra szkoła dystansu do siebie i do tego, co uczeń Jezusa musi przeżywać, bo prześladowania są normalną drogą chrześcijaństwa. Nie można ich uniknąć, one po prostu są częścią naszej drogi. Zawsze tak było i On już o tym powiedział dawno.

Powiedział do swoich uczniów. To jest pierwsza sprawa. Jestem w szkole Jezusa. A to znaczy, że On jest nauczycielem. Warto czasem sobie przypomnieć, kto jest kim. Jest taka pokusa, by rozmywać fakt, że to On jest nauczycielem i Bogiem, a my ludźmi i uczniami. To może się wydawać  ustawianiem nas do parteru, ale to pozór. Przypomnienie sobie, kto jest kim, nie wprowadza do naszego życia Bożego terroru, ale porządek. Człowiek uporządkowany nie jest rozmamłany, ma punkt odniesienia. To my uczymy się od Boga, a nie my uczymy Boga. Oczywiste, ale w codzienności to umyka i zaczynają się nasze problemy. Bo potrzebujemy Boga, kogoś kto będzie odniesieniem. A kiedy On przestaje nim być, to włącza się nasz egoizm.

Nienawiść świata. Idąc za Jezusem muszę się zgodzić na to, że nie będę mile widziany. Tu jest jednak niebezpieczeństwo. Są tacy chrześcijanie, którzy od tego wychodzą. Idą na konfrontację z założenia. Uważają, że być chrześcijaninem to być człowiekiem walki ze wszystkim, co chrześcijaństwem nie jest. Jezus pokazał sobą coś innego. Nienawiść świata do Niego była skutkiem. Nienawiść świata musi wynikać z tego, że my ze świata nie jesteśmy. A często jest tak, że my w tym świecie czujemy się doskonale. Czasem tylko wyciągamy szabelkę i mówimy światu, że jest zły, a potem krzyczymy: prześladują nas. Prawdziwe prześladowanie ma jeden powód – Imię Jezus. Jednak nie imię na sztandarze, ale Imię, które wypowiadam i nim żyję do bólu (mojego). Warto – idąc za Jezusem – oczyszczać swoje przeżycia, porządkować je, by nie wpadać w iluzje. Tak jak grozi nam zawsze niebezpieczeństwo, że modlitwa będzie nie tyle spotkaniem z Bogiem, co ze samym sobą, tak samo grozi nam niebezpieczeństwo, że zwykłą swoją nieudolność, ograniczoność, nieumiejętność zrozumienia drugiego z powodu kompleksów, zranień nazwiemy prześladowaniami.

Kiedy ktoś mówi: uraziłeś moje uczucia religijne, tak naprawdę nie doświadcza prześladowań. Zostały właśnie dotknięte jego uczucia, źle się z czymś poczuł, zostało urażone jego ego, ale nie jest prześladowany z powodu Imienia Jezus. Końcówka jest ważna. Bo nie znają Tego, który Mnie posłał. Jeśli ktoś prześladuje Cię z Jego powodu, to dlatego, że nie zna Ojca. A skoro ktoś nie zna Ojca, to jest to powód do tego, by nie zajmować się swoimi zranionymi uczuciami, a tym człowiekiem, który nie zna Ojca. Pokaż mu Ojca, to jest odpłata za prześladowanie.

Jeszcze dwa zdania z pierwszego czytania. Duch Święty zabronił im głosić słowo. Czasem, kiedy słucha się Boga, można usłyszeć, że Bóg chce, byśmy nie robili czegoś, co może nam wydawać się dobrym. Dlatego tak ważne jest rozeznawanie. I drugie. Obrzezał go ze względu za Żydów. Ten sam Paweł parę chwil wcześniej kłócił się z Piotrem, który chciał obrzezywać ludzi, by być w porządku z Prawem Mojżeszowym. Teraz sam to robi. Są sytuacje, w których trzeba umieć zmieniać zdanie.

  • źródło komentarza liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera

https://