Spójrz w niebo.

Góra

Ten fragment rozpoczyna się od stwierdzenia, że to wydarzenie miało miejsce po ośmiu dniach od nauk. Jakich? Jezus mówił o konieczności wzięcia swojego krzyża na co dzień, jeśli chce się Go naśladować. Pokazał uczniom, że Jego droga to droga krzyża i cierpienia. I że jest to droga dla każdego. 

Pamiętacie, tydzień temu to On wszedł w to, co jest ludzkim doświadczeniem – w pokusę, a dziś zaprasza nas do swojego doświadczenia.

On miał swój krzyż, ale mówi, że każdy ma wziąć swój, nie Jego, a więc chrześcijaństwo to nie stanie na drodze krzyżowej i opłakiwanie Jezusa. Naszym krzyżem jest to, co na co dzień nazywamy… krzyżem, sytuacją wydawałoby się nas przerastającą. To są sytuacje odrzucenia, niezrozumienia, może cierpienia psychicznego czy fizycznego. Mam to wziąć, podjąć, ale nie znaczy to, że mam wyznawać cierpienie. Nie, wyznajemy miłość. I mówi weźcie to na co dzień, nie od święta. 

Jezus poszedł z nimi na górę by zachować słowo Ojca. 

Zauważmy, że Słowo jest dane „na zaś”. Ono miało umocnić uczniów i Jezusa na mękę. Oni zapomnieli, kiedy przyszła męka – zdradzili. Jezus pamiętał Słowo, które Mu przypomniało Jego tożsamość: Syn. Też tu słuchamy, nie po to by teraz coś dostać: wrażenie, zganienie, połechtanie, ale by nas ono umacniało w ciągu tygodnia w noszeniu naszego krzyża. 

To, co usłyszeli całą czwórką, jest szalenie ważne, bo tylko tożsamość syna, córki daje nam siłę nie ulec pokusie, że jesteśmy nikim, nic nie znaczący. Szczególnie, kiedy oczekujemy na coś, co ma być potwierdzeniem nas.

Mówi się, że w Bogu nie ma zmiany. I z punktu widzenia teologii to jest logiczne. Ale zobaczcie, znamy kilka mocnych sytuacji, gdzie jest przemiana, zmiana. Wcielenie, narodzenie. Eucharystia. On się zmienia z miłości, tak kocha człowieka, że chce być blisko. I my mamy robić to samo. Być blisko, zmieniać się by być blisko. 

A więc może warto się przemienić dla żony, dla męża, dla dzieci, dla sąsiadów?

Skoro On się przemienia dla nas, to nie po to, by później wracać do domu i poniżać współmałżonka, dzieci czy sąsiadów, przez: milczenie, obojętność czy agresję.

To ciężkie – wiem, ale po to Go tu bierzemy, by nieść Go w codzienność.

Zobaczcie, że to słowo każe nam wyjść. Na górze był obłok, który ich osłonił, ale później się podniósł i oni zeszli, poszli w stronę Jerozolimy – krzyża Jezusa.

Spójrz w niebo. Podnieście głowy, a teraz je obróćcie i zobaczcie kto jest krzyżem dla was – teraz…

 

źródło komentarza liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera

https://