Świeć i miej frajdę

Świeć i miej frajdę

Ta prawidłowość z miarą, o której mówi Jezus, brzmi jak groźba i ograniczenie naszej wolności, bo przecież jestem wolny i mogę patrzeć i oceniać innych jak mi się podoba. Jeśli jednak ufać Jego słowom, to On nigdy nie ogranicza i nie straszy. On podnosi poprzeczkę. Chrześcijaństwo to nie jest gra fair play. Ta reguła jest dla wszystkich dobrych ludzi, a chrześcijanin nie należy do drużyny wszyscy. Mamy dawać z siebie więcej, na maxa, nie trochę i połowicznie. To nie jest propozycja dla tłumów, ona jest dla tych, co mają uszy do słuchania, dla tych, co chcą zrozumieć.

 

 


 

 

Jezus opowiada przypowieść o świetle zaraz po tej o siewcy. Nie dostaliśmy ziarna Słowa po to, by go zamknąć w szklarni i przyglądać się wzrastającej roślince. Dostaliśmy światło przez Słowo, by je pokazać innym i przestać być poprawnym człowiekiem, a stać się gwałtownikiem Boga, ale nie przez to, że będziemy rozwalać, ale przez to, że zaczniemy działać w oparciu o zasady nielogiczne i nieświatowe, które polegają na dawaniu więcej niż samemu się dostało.


 

(…) Nie zapala się żarówki, by świeciła w zamkniętym, pustym kiblu. Zapala się żarówkę, by służyła swoim światłem ludziom. Pan nas zapala, obdarowuje, daje i pomnaża, byśmy innym dawali więcej i więcej. 
Mamy być bezczelni i odważni. Masz wiedzieć i być przekonanym, że Ci się uda. Skąd brać tę bezczelną pewność? Historie biblijne, choćby Dawida, są podpowiedzią. Dawid wie, że jest „kimś”, że jest silny, że jest mocarzem i potężnym królem, ale pada na kolana przed Bogiem. Ma świadomość tego, kto jest kim.

 


 

Tylko się nie bój.
 Zachowujemy się często tak, jakbyśmy musieli i przeżyć swoje życie, i zarazem zbawić cały świat. Świat jest zbawiony. Ty dobrze przeżyj swoje życie. To będzie wielka frajda.

 



 

 

źródło komentarza liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera


https://