Dar dobrego kapłana, dobrego proboszcza i dobrego człowieka.

Księże Proboszczu, Wspomnienie św. Jana Marii Vianney’a – Patrona Proboszczów jest okazją  do wyrażenia wdzięczności Bogu za dar  dobrego kapłana, dobrego proboszcza  i dobrego człowieka.

Dziękujemy Ci za trud i pracę oraz ciepły uśmiech i serdeczność. Dałeś się poznać przez te wszystkie lata jako człowiek sympatyczny, odpowiedzialny, wrażliwy i wyrozumiały. Pragniemy podziękować Ci za Twoje świadectwo żywej wiary, za  słowa kierowane do nas z ambony i poza nią. Życzymy, aby w dalszej drodze Twojego kapłańskiego posługiwania towarzyszyła Ci Łaska Boża i moc Ducha Świętego. Życzymy abyś, dzięki tej Mocy miał siłę do pokonywania wszelkich trudności i nigdy nie przestawał cieszyć się życiem i napotkanymi ludźmi; by Twoje serce przepełniała Miłość, którą będziesz mógł się nadal dzielić z nami czyli swoimi  parafianami i czerpać radość ze służby Bogu i bliźniemu.

Znalezione obrazy dla zapytania jan maria vianney

„Ktoś, kto nie ma w sercu miłości Bożej, przypomina trupa, w którym nie ma życia i duszy. Miłość podtrzymuje i ożywia wiarę, bez czynnej miłości wiara jest martwa. Wiara i nadzieja bez miłości zwiędną, nie utrzymają się długo”.

Jan Maria Vianney urodził się 8 maja 1786 r. . Powołanie kapłańskie zaczęło się w nim kiełkować pod wpływem proboszcza z Ecully ale dopiero w wieku 25 lat mógł wstąpić do seminarium duchownego, jednak został z niego usunięty z powodu trudności w nauce, zwłaszcza łaciny, wynikających z braku wykształcenia w dzieciństwie. W końcu pozwolono mu zdawać egzaminy nie po łacinie, ale po francusku, i w 1815 r. mógł przyjąć święcenia kapłańskie. Trzy lata później został proboszczem w wiosce Ars. W zaniedbanej religijnie parafii nie szczędził sił, by przywrócić ludzi do przyjaźni z Bogiem. „O Boże mój, wolałbym umrzeć miłując Ciebie, niż żyć choć chwilę nie kochając… Kocham Cię mój Boski Zbawicielu, ponieważ za mnie zostałeś ukrzyżowany… ponieważ pozwalasz mi być ukrzyżowanym dla Ciebie” – taka postawa prowadziła go do nadzwyczajnej gorliwości duszpasterskiej. Jego modlitwa: „O Boże mój, pozwól mi nawrócić moją parafię: zgadzam się przyjąć wszystkie cierpienia, jakie zechcesz mi zesłać w ciągu całego mego życia”, świadczy o głębokim poczuciu odpowiedzialności za ludzi powierzonych jego duszpasterskiej trosce. To poświęcenie siebie samego dla zbawienia innych wyrażało się w połączeniu stałych postów i długich godzin spędzonych na modlitwie z aktywnością duszpasterską, skupioną na katechezie, Eucharystii i sakramencie pokuty. To właśnie spowiadanie stało się jego szczególnym charyzmatem. Bywało, że spędzał w konfesjonale nawet kilkanaście godzin dziennie. Płakał nad grzechami ludzi. Starał się budzić w penitentach pragnienie skruchy za zło, którego się dopuścili, a jednocześnie „podkreślał piękno Bożego przebaczenia”. Dzięki temu, a także podejmowanej w ich intencji pokucie, udało mu się pojednać z Bogiem wielu grzeszników i doprowadzić ich do Eucharystii, co było powodem jego niewysłowionego szczęścia.
źródło: ekai.pl