Zatęsknić.

Zatęsknić

(…) I o to chodzi w tych trzech tygodniach – byśmy zatęsknili, odświeżyli miłość i wiarę.


(…) Obudźmy dziś w sobie tęsknotę, tak mocno. Z serca. A co nam szkodzi, zamknąć teraz oczy i powiedzieć Panu Jezusowi: Przyjdź już do mnie. Teraz właśnie, obudź moje serce do kochania. Nie wiem, co jest w waszym życiu, może bardzo właśnie kochacie, może właśnie bardzo wierzycie. A może już nie potraficie kochać i wierzyć. To, w tym momencie nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, by pozwolić sobie na szaleństwo tęsknoty.

 


 

Chcę teraz mówić do tych osób, które uważają, że to nie do nich mówię, do tych osób, które udają, że mnie nie słyszą, do tych, które skupiają się teraz na wszystkich głosach, byleby nie usłyszeć mnie, proszę was: pozwólcie sobie na Marana tha – na zatęsknienie za miłością i wiarą.

 


 

Zatęsknić to zobaczyć, że to, co obiecał Jezus w dzisiejszej Ewangelii – działa. Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego i stanąć przed Synem Człowieczym. To o miłość chodzi. Ona daje siłę do tego, że w najbardziej koszmarnym momencie jakim jest cierpienie i śmierć człowiek jest jakby ponad tym.

 


 

Gdzieś mniej więcej w połowie kwietnia zeszłego roku w Puckim hospicjum odchodził Pan Kazimierz – gołębiarz, samotny mężczyzna. Kilka dni przed śmiercią, koledzy przywieźli jego ukochane gołębie. Były z tymi i z tym, co kochał. Kiedy umierał byłem z nim, trzymałem swoją dłoń na jego sercu. Czułem jak jego serce przestało bić. Umarł w spokoju. Stanął przed Synem Człowieczym w spokoju. Nie uniknął cierpienia i śmierci, ale był spokojny. Bo kochał i był kochany. I wierzył w Jezusa. Nie był religijnym, a na pewno nie robił wielu rzeczy, które my robimy. On już tylko wierzył i kochał.

 


 

Adwent jest po to, by zatęsknić. I zawołać z serca: Marna tha!

 


źródło rozważania liturgicznego na dzisiaj: blog ojca Grzegorza Kramera

https://